Z wykształcenia marketingowiec i copywriter, z powołania aktorka. Od kilkunastu lat występuje w produkcjach filmowych towarzysząc znanym aktorom i reżyserom. Na pierwszą rolę w reklamie czekała kilka lat, ale z dzisiejszej perspektywy ten czas nie ma żadnego znaczenia, ponieważ otworzył przed nią niesamowicie ciekawy etap w życiu.

Ola to prawdziwy reklamowy freak. Interesowała się nią od zawsze. Na swoim koncie ma już dwie prace naukowe na temat reklamy. Przez wiele lat poszerzała swoją widzę pracując w agencjach reklamowych w działach kreacji.

 

Jej pasją od zawsze było aktorstwo i to właśnie ten temat poruszymy w dzisiejszym artykule

 

Skąd pojawił się u Ciebie pomysł na aktorstwo i kiedy to było?

 

Moja aktorska przygoda rozpoczęła się bardzo wcześnie. Już w przedszkolu byłam najczęściej typowana do recytacji wierszy i innych zadań „scenicznych” na różne okazje, a w domu odgrywałam z kuzynkami scenki teatralne. Od najmłodszych lat robiono mi wiele zdjęć, co sprawiło, że nie czułam żadnego skrępowania przed obiektywem – byłam odważna i śmiała. Z całej rodziny najbardziej kibicowała mi babcia, która od zawsze widziała we mnie potencjał aktorski i zachęcała do podejmowania wszelkich wyzwań z tego zakresu.

Czy skończyłaś szkołę aktorską?

Niestety poza moją babcią rodzina nie wspierała mnie w rozwoju tej ścieżki zawodowej – musiałam iść na „normalne” studia, które „zapewnią mi pewną i stabilną pracę”, i dopiero po zdobyciu dyplomu magistra marketingu mogłam myśleć o realizacji marzeń.

W chwili obecnej zastanawiam się nad ukończeniem szkoły teatralnej – w grę wchodzą już tylko prywatne uczelnie, a to już niestety spory wydatek.

Wspominałaś, że Twoja przygoda zaczęła się kilkanaście lat temu – jak wtedy wyglądał rynek aktorski a jak teraz? Czy coś się zmieniło?

Najbardziej zmieniły się stawki – dramatycznie spadły. Kilkanaście lat temu przeciętnie za spot można było zarobić ponad 10 000 zł, dzisiaj za to samo nagranie otrzymuje się praktycznie połowę stawki. Warto jednak podkreślić, że kilkanaście lat temu produkowało się dużo mniej reklam i programów TV, a co za tym idzie okazji do wystąpienia w TV również było znacznie mniej. Teraz, pomimo mniejszych stawek, ilość spotów znacznie wzrosła sprawiając, że rynek aktorski stał się bardziej dostępny dla każdego.

 

Jak długo czekałaś na swoją pierwszą rolę?

W reklamie? Kilka lat. Moją pierwszą reklamą był spot społeczny „Kupuj nasze” z 2008 roku. Myślę, że teraz na swój pierwszy spot czeka się dużo krócej. Przed swoim debiutem reklamowym występowałam w programach TV. Uczestniczyłam w nagraniach dla Dzień Dobry TVN czy w inscenizacjach, więc to nie był mój debiut przed kamerą.

Twój ulubiony projekt to…

Ulubione projekty to te „szalone”, które na zawsze pozostaną w pamięci. Do serii crazy można na pewno zaliczyć programy Szymona Majewskiego, w których występowałam. Nigdy nie zapomnę też udziału w tegorocznej edycji 48 Hours Film Project. Propozycję wzięcia udziału w projekcie otrzymałam o północy, a 9 godzin później już byłam na planie i odgrywałam główną rolę, za którą otrzymałam nominację za najlepszą rolę kobiecą. Tak naprawdę w tej branży każdy projekt to coś innego i po każdym człowiek czuje radość i satysfakcję. Ciężko wybrać jeden ulubiony.

Jaka jest Twoja rada dla osób, które chcą brać udział w projektach filmowych/reklamowych.

Warto uczestniczyć w castingach. Nie można zrażać się nieudanymi próbami. Każda porażka powinna być nauką. Każdy casting to trening, na którym warto przyjmować i zapamiętywać wszelkie uwagi reżyserów i operatorów. Każdy początkujący aktor powinien też samodzielnie pracować z kamerą. W tym celu można nagrywać się w domu smartfonem i analizować później swoją prezencję, wprowadzać poprawki. Przełamywać się. Oczywiście jeśli ktoś ma możliwość podjęcia jakiejś nauki aktorstwa, szkoleń, także śpiewu czy dykcji, to jak najbardziej warto. Wszystko to potem procentuje.

 

 

Dobrze wiemy, że plany zdjęciowe potrafią zaskakiwać – czy masz jakieś niecodzienne wspomnienia ze swoich projektów (ciekawe kostiumy, charakteryzacje, znane postaci)?

Tak, plany zdjęciowe to jedna wielka niewiadoma. Jakby zebrać wszystkie historie z planów zdjęciowych i napisać książkę, to podejrzewam, że wydrukowalibyśmy światowy bestseller wśród utworów komediowych. Moją ostatnią ciekawą rolą była postać joginki. Wszystko zapowiadało się bardzo pozytywnie – letnie zdjęcia plenerowe w parku, w którym ćwiczę jogę. Niestety zdjęcia przesunęły się o kilka tygodni i z letniej pogody zrobiła się prawdziwa jesień! Przy 7 stopniach Celsjusza odgrywałam letnie sceny boso, na mokrej trawie i trzęsąc się z zimna (byłam ubrana w cienkie ubranie do jogi) udawałam piękną letnią atmosferę.

Ciekawe historie odgrywały się na planie programu Szymona Majewskiego „Mamy Cię”. Założeniem każdego odcinka było zrobienie żartu wybranemu celebrycie, a później zaproszenie go do studia, gdzie dostawał od Szymona dodatkowe zadanie do wykonania. Zadanie były zawsze nietypowe, ale to, w którym ja uczestniczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. W ramach żartu, musiałam wprowadzić do studia ciężarną krowę, którą gość miał wydoić w trakcie programu. Oczywiście krowa była skrajnie przerażona: światła, werble, klaszcząca publiczność, śliska podłoga – więc zrobiła w tył zwrot i zaczęła ze studia uciekać. Po długich zmaganiach udało nam się ją podprowadzić w ustalone miejsce, ale nie zapomnę tych zmagań do końca życia.

 

Poniżej spot SAMSUNG  z Olą w jednej z głównych ról (casting odbyła na Vendo.tv)

Wolisz plany filmowe czy reklamowe?

Reklama to krótka, dobrze płatna forma, która powstaje w warunkach szybkiej, intensywnej pracy. Oprócz tego, że jestem freakiem reklamowym i po prostu interesuje mnie wszystko, co jest z nią związane, to uwielbiam taki tryb. Natomiast  na planach filmów czy seriali wszystko trwa dłużej, nie ma tak dużej presji. Być może z punktu widzenia osoby postronnej, bardziej ambitne wydaje się występowanie w filmach, ale reklama to tak naprawdę też film, tylko że w krótkiej formie.

 

Wbrew pozorom, na planach reklamowych często można pracować ze znanymi aktorami. Kilka miesięcy temu miałam przyjemność występować razem z Piotrem Fronczewskim w spocie dla Wonga. Mogłam przyglądać się, jak pracuje nad tekstem, jak uczy się roli, to było niesamowite doświadczenie!

 

Widziałem, że bierzesz udział nie tylko w reklamach ale również projektach niekomercyjnych takich jak np. 48hfp. Co dają Ci tego typu projekty? Czy jest to chęć zwiększenia swojego doświadczenia, czy może zupełnie inna atmosfera na planie?

 

Wiesz, każdy projekt to nowa przygoda, nauka i doświadczenie. Ja do tego kocham wyzwania, uwielbiam mierzyć się z nowymi, zaskakującymi sytuacjami. Każdy projekt to także nowa cegiełka do portfolio, które tak naprawdę buduje się przez całe życie. Konkurs 48HFP to dla mnie coś całkiem nowego; jestem przeszczęśliwa, że udało mi się w nim wziąć udział. Jestem bardzo wdzięczna ekipie Belza za zaufanie, jakim mnie obdarzyli. Nie znaliśmy się wcześniej. Po prostu zgłosiłam swoją chęć udziału w 48HFP.

To była szalona i spontaniczna decyzja – Filip Głodowski zadzwonił do mnie o północy z pytaniem, czy nie miałabym ochoty za 9 godzin stawić się u nich na planie filmu, który kręcą w ramach tego konkursu. Zaproponował mi… główną rolę! Byłam akurat po dniu nagrań do spotu Samsung i maratonie castingowym, przeziębiona, zmęczona i niedospana. Ale czy mogłam odrzucić taką propozycję? Oczywiście, że nie! I tak zostałam, na jeden dzień, znaną projektantką mody. To było bardzo intensywne i jednocześnie bardzo pozytywne 16 godzin pracy. Uważam, że główna rola w takim projekcie to niesamowite wyróżnienie.

Czy masz swoje aktorskie marzenia?

Chyba nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że chcę występować jeszcze więcej i wchodzić na wyższe poziomy trudności. Na pewno chciałabym zagrać rozpoznawalną rolę filmie fabularnym o dużej wartości merytorycznej. Na pewno też chciałabym dalej dużo grywać w reklamach, bo po prostu uwielbiam takie krótkie, intensywne i dobrze płatne plany.

Od jak dawna korzystasz z platformy Vendo i jakie są Twoje odczucia? Czy zrealizowałaś już jakieś projekty?

Z Vendo korzystam tak naprawdę od niedawna. Swoje konto założyłam tam wprawdzie ponad rok temu, ale pierwszy wspólny projekt przyszło mi zrealizować dopiero w zeszłym miesiącu. Mam nadzieję, że w przyszłości tak właśnie będą wyglądać castingi – szybko i wygodnie, online, bez wyczekiwania godzinami w studiach ulokowanych w odległych zakątkach miasta. Uważam, że przynajmniej wstępna selekcja, pierwszy etap tak właśnie powinien wyglądać. Jest to olbrzymia oszczędność czasu i energii.