Źródło zdjęcia tytułowego: Multikino.pl

Styczeń to jeden z najciekawszych miesiący w polskich kinach. Na dużym ekranie znajdziemy filmy z wyścigu oscarowego, pozycje rozrywkowe, a nawet festiwalowe perełki. Poniżej przedstawiam najciekawsze z nich.

 

Mój piękny syn –  premiera 4 stycznia

 

Uzależnienie od narkotyków jest chorobą, która niszczy nie tylko życie osoby uzależnionej, ale również członków ich rodziny. „Mój piękny syn”, skupia się właśnie na tym aspekcie choroby. Cierpienie Nica Sheffa odcisnęło się ogromnym piętnem na psychice jego ojca, Davida. By lepiej

oddać obie perspektywy, film oparty jest na dwóch książkach, jednej autorstwa Davida, a drugiej napisanej przez Nica, ponieważ ta historia jest oparta na faktach. To co finalnie otrzymujemy to poruszająca mozaika wydarzeń przedstawiająca epizody z ich burzliwych żyć. Terapie, nawroty, początek choroby, czasy wczesnego dzieciństwa Nica. Dzięki tej konstrukcji zamiast tradycyjnej fabuły obraz przedstawia korupcję czystej i pięknej więzi między rodzicem a dzieckiem przez jedno z największych zagrożeń czyhających na młodzież w dzisiejszych czasach. Nie można również nie wspomnieć o fantastycznych rolach Steve’a Carella jako Davida oraz Timothee’ego Chalameta jako Nica oraz świetnych kadrach operatora Rubena Impensa, który uczynił Kalifornię pięknym, niemym świadkiem cierpienia rodziny Sheffów. Idealny wybór dla widzów, którzy cenią sobie wzruszające historie o najważniejszych w życiu relacjach i rodzicielskiej miłości.

 

 

 

Bumblebee – premiera 4 stycznia

 

Po 5 częściach serii,  w końcu doczekaliśmy się prawdziwie udanego i sprawiającego  frajdę filmu o Transformerach.

Jak się okazuje zwolnienie reżysera Michaela Bay’a, bardzo pozytywnie wpłynęło na wartość fabularną filmu. Zastąpił go twórca uznanego „Kubo i dwie struny” Travis Knight. W efekcie dostaliśmy urocze kino przygodowe przywołujące duchem styl Stevena Spielberga. „Bumblebee” jest prequelem, więc poprzedza wydarzenia wcześniejszych odsłon. Historia opowiada o Charlie Watson, 18 letniej dziewczynie, która marzy o samochodzie. Na urodziny dostaje starego garbusa, który okazuje się skrywać sekret, znaczy się, jest Transformerem ściganym przez złe Decepticony. To, co jest zdecydowanie największą zaletą filmu Knighta, to fakt, że odkłada nieco na bok walki robotów, a na pierwszym planie stawia relację bohaterki z uroczym autobotem. Niesamowite są sceny, w których słuchają razem muzyki The Smiths, A-HA czy Sama Cooke’a, lub gdy razem obrzucają jajkami dom wrednej, uprzywilejowanej dziewczyny. To cudowny nostalgiczny trip mieszający ze sobą elementy z takich dzieł jak „E.T”, „Terminator 2: Dzień sądu”, a nawet filmów o amerykańskiej młodzieży autorstwa Johna Hughesa albo Richarda Linklatera. Film warty polecenia każdemu, kto lubi słodkie, pokrzepiające historie.

 

Vice –  premiera 11 stycznia

 

Po znakomitym „Big Shorcie” Adam McKay powraca z kolejną satyrą polityczną. Tym razem opowiada o kontrowersyjnej postaci Dicka Cheney’a, wiceprezydenta za rzadów George’a W. Busha. Film zdobył 7 nominacji do Złotych Globów, w tym za najlepszą komedię lub musical i oczywiście za najlepszego aktora w komedii lub musicalu.

Christian Bale jak zawsze dał z siebie wszystko i znowu drastycznie zmienił swoją wagę i wygląd dla roli. Przystojny aktor zamienił się w otyłego, łysego polityka, który, nazywany najbardziej wpływowym wiceprezydentem w historii USA, miał na władzę apetyt równie wielki jak na pączki (vide polski plakat). Mimo wielu nominacji wśród krytyków amerykańskich „Vice”, zbiera oceny z obu krańców skali, intrygując kontrowersjami. Czy faktycznie film nie jest najlepszej jakości, czy wynika to z poglądów politycznych krytyków, co w USA często ma pewien wpływ na średnią ocen? Warto przejść się do kina i przekonać samemu. Warto dla samej obsady, ponieważ Bale’owi partnerują tu między innymi: Amy Adams, Steve Carell, Sam Rockwell i Jesse Plemons.

 

 

Dom, który zbudował Jack – premiera 18 stycznia

 

Czołowy prowokator współczesnego kina, Lars Von Trier, przedstawia swoje najnowsze szalone dzieło. „Dom, który zbudował Jack”  budzi spore kontrowersje. Szczególne zaskoczenie odnotowano na festiwalu w Cannes, gdzie podobno w trakcie seansu salę opuściło około 100 osób. Oczywiście wiele miało to wspólnego z zawartością filmu. Tytułowy Jack jest seryjnym mordercą, który traktuje swoje zbrodnie jak dzieła sztuki. Widzowie śledzą jego los przez kilka „incydentów”, które Jack (Matt Dillon) wspomina w rozmowie zniewidzialnym głosem o imieniu Verge (Bruno Ganz). Film przepełniony jest scenami mordu, czasami pełnymi czarnego humoru, którym towarzyszą dywagacje bohatera na temat sztuki i kultury. Pozycja zdecydowanie dla koneserów i widzów z wytrzymałą psychiką. Nie jest to seans dla osób, które chcą się w kinie zrelaksować, ale na pewno ciekawa pozycja dla osób ciekawych relacji między sztuką, a ludzką psychiką i etyką. Jeśli o reakcje krytyków (metacritic.com) chodzi, to najnowsze dzieło Von Triera poznało całą skalę, od 0/10 po 10/10.

 

Cameron Post – premiera  25 stycznia

 

Jeden z najlepszych filmów pokazywanych na ostatniej edycji American Film Festival w końcu doczekał się oficjalnej polskiej premiery. Ten zaskakująco zabawny film opowiada o tytułowej Cameron Post, homoseksualnej dziewczynie wysłanej na terapię konwersyjną. Ta „terapia” miała oduczyć ją jej „grzesznych” ciągot i nawrócić na boską ścieżkę. Jednak dzięki poznaniu innych nastolatków dzielących jej los, razem są w stanie zachować własną tożsamość i nie dać innym wmówić im jak mają żyć. Film zawiera świetną rolę Chloe Grace Moretz i prawdopodobnie najlepsze wykorzystanie piosenki „What’s going on?” zespołu Three Non Blondes w historii kina. Piękne niezależne kino o przyjaźni i byciu sobą. Lekkostrawne i podnoszące na duchu.

 

—————————————

Artykuł przygotował: Jakub Trojanowski

Absolwent Warszawskiej Szkoly Filmowej. Połowa podcastowego duetu „Filmoholicy”. Kocha kino w kazdym gatunku i z każdej dekady. Uważa filmy za okna, przez które można ujrzeć całą ludzką kulturę, zarówno z dobrej, jak i złej strony.