Muszę przyznać, że zdecydowanie wolę formę filmu niż serialu telewizyjnego. Struktura dzieła kinowego zawsze wydawała mi się o wiele bardziej precyzyjna, wdzięczna. Jeśli poprawnie wykorzystane, każdy wątek to takt, a każde ujęcie to nuta na pięciolinii narracji. W serialach za to często mamy do czynienia z kakofonią wątków pobocznych czy fillerów, czyli odcinków „wypełniaczy”, które hamują rozwój fabularny i po prostu przedłużają czas emisji, zmuszając widzów do oglądania reklam, bądź przedłużania subskrypcji na portalach streamowych. Zawsze jednak pojawia się pozycja, która w jakiś sposób przechyla szalę i pokazuje prawdziwy potencjał formatu. „Bodyguard” jest jednym z najszczelniej i najpłynniej poprowadzonych seriali, jakie widziałem w ostatnim czasie.

 

 

Głównym bohaterem jest David Budd(Richard Madden),

weteran wojny w Afganistanie, obecnie policjant specjalista od ochrony VIP-ów. Kiedy zostaje mu przydzielone zadanie strzeżenia ambitnej polityczki, której poglądy polityczne przeczą wszystkiemu, w co wierzy, zostaje wciągnięty w poplątaną intrygę. Intrygę tak niebezpieczną, że nie ma dla niego żadnego wyjścia, a jego desperackie próby zacieśniają tylko pętlę wokół jego szyi. Jeśli sama konstrukcja fabuły jest dość klasyczna, a jej podstawowa treść była już przedmiotem wielu produkcji, to scenarzysta sprytnie gra na zmartwieniach współczesnej cywilizacji. Od zagrożenia ze strony islamskich ekstremistów, przez korupcję rządu, po inwigilację obywateli i wewnętrzne akty terroru ze strony wykluczonych klas społecznych. W DNA scenariusza czuć zarówno klasyczne amerykańskie thrillery pokroju „Rozmowy” (reż. Francis Ford Coppola, 1974) czy „Taksówkarza (reż. Martin Scorsese, 1976), jak i współczesnych dreszczowców politycznych, takich jak „Homeland”, a nawet „House of Cards”.

 

(C) World Productions – Photographer: Sophie Mutevelian

 

Brytyjskie seriale często posiadają mało odcinków w sezonie. „Bodyguard” kontynuuje ten trend. Cała zagmatwana historia zostaje rozwiązana na przestrzeni sześciu godzinnych odcinków. Dzięki temu „pacing”, czyli tempo i rytm fabuły są bardzo żwawe i stymulujące. Każdy wątek służy tylko i wyłącznie rozwiązaniu centralnego konfliktu, nie ma tutaj żadnych zbędnych postaci ani sytuacji. Showrunner i scenarzysta Jed Mercurio oraz reżyserska para Thomas Vincent i John Strickland skupiają się przede wszystkim nad kontrolą napięcia, na zmianę dokręcają śrubę i spuszczają z tonu. Nigdy nie wiadomo, jak dokładnie potoczy się akcja, a sceny dialogowe czasem są równie ekscytujące jak sekwencje akcji. Nie, żeby pościgom czy próbom zamachów w tej produkcji czegokolwiek brakowało, ponieważ stoją one na bardzo wysokim poziomie. Przede wszystkim twórcy starają się, by widz zawsze miał dobre rozeznanie w przedstawionej sytuacji. Geograficzne relacje postaci i zagrożeń są zawsze czytelnie przedstawione, a tempo montażu i praca kamery ekonomicznie i przejrzyście przedstawiają sytuacje zagrożenia. Na szczególne pochwały zasługują zwłaszcza pierwsze 20 minut pierwszego odcinka oraz cały finał. W tych momentach suspens jest tak potężny, że was sprzęt domowy może grozić wybuchem.

 

 

Jeśli dalej zagłębić się w technikalia, to mimo że „Bodyguard”, domyślnie jest serialem BBC, to jest nakręcony w typowym dla Netflix Originals formacie 2.0:1. Oznacza to małe, czarne paski na górze i dole ekranu, cieńsze niż w typowym formacie szeroko ekranowym . Przez to cała produkcja wygląda bardziej „filmowo”, dodając konwencji nawiasu wysokiego konceptu, jednocześnie pozostawiając dużo przestrzeni dla operatora i reżysera w kwestii „blockingu” postaci. David Budd wielokrotnie znajduje się w środku kadru, otoczony przez labirynt biurokratycznych przestrzeni, oświetlonych chłodnym światłem komputerów odbijającym się w szybach stanowiących niewidzialne ściany szyb. Język wizualny za pomocą relacji postaci i przedmiotów w kadrze przedstawia bezduszność i obojętność instytucji rządowych. Bohater wielokrotnie jest również świadkiem enigmatycznych konwersacji polityków, szepczących na pierwszym planie, podczas gdy on stoi w tle, będąc jedynie pionkiem, żywą tarczą w ich rozgrywkach.

Tutaj oczywiście warto wspomnieć o świetnej roli Richarda Maddena. Znany większości jako Robb Stark z „Gry o Tron”, szkocki aktor prezentuje w „Bodyguardzie” najlepszą rolę w swojej dotychczasowej karierze. Jednocześnie stoicki i targany emocjami, profesjonalny i jednocześnie stojący na granicy szaleństwa. Cierpiący z powodu zespołu stresu post-traumatycznego i rozpadu rodziny. Od razu budzi sympatię widza, ale nie dający się łatwo ocenić. Świetna robota. Cała obsada drugoplanowa składa się z mało znanych aktorów, ale każdy z nich sprawuje się co najmniej przyzwoicie.

 

W zasadzie jedynymi wadami tej produkcji jest znajoma tematyka i kilka skrótów myślowych oraz wysilonych konfliktów pod koniec sezonu, jednak nie jest to nic, co mogłoby popsuć rozrywkę, jaką gwarantuje całość. Jest to raczej bagaż konwencji, którego ciężko uniknąć, jeśli nie jest się absolutnym scenariopisarskim geniuszem.

Jeśli macie wolne dwa wieczory, to „Bodyguard” skutecznie wypełni jest ekscytującą intrygą, stanowiącą świetną gatunkową rozrywkę, przy okazji zwracając uwagę na kilka problemów, z którymi możemy liczyć się również w rzeczywistym świecie.

 

Ocena 8/10

 

—————————————

Artykuł przygotował: Jakub Trojanowski

Absolwent Warszawskiej Szkoly Filmowej. Połowa podcastowego duetu „Filmoholicy”. Kocha kino w kazdym gatunku i z każdej dekady. Uważa filmy za okna, przez które można ujrzeć całą ludzką kulturę, zarówno z dobrej, jak i złej strony.